MISYJNA RADOŚĆ… (ZAMBIA 2009)

Kochani Moi!

Gdy człowiek raz uchwyci rytm Afryki, stwierdza potem, że powtarza się on w całej muzyce kontynentu. Karen Blixen „Pożegnanie z Afryką”

W ten oto niesamowity sposób przekroczyliśmy półmetek realizacji naszego projektu. Afryka stała się dla nas prawdziwym domem. Przestałam już przecierać oczy na widok moskitiery, którą jest pierwszą rzeczą, jaką widzę każdego ranka, tuż po przebudzeniu. Ludzie, z którymi modlę się na codziennej Mszy św., siostry, z którymi siedzę przy jednym stole i prowadzę długie rozmowy każdego dnia, bracia franciszkanie zza płotu, nasi pracownicy, dzieci i nauczyciele z Kalulu School, stali się moją rodziną. Nie od dziś bowiem wiadomo, że miejsca tworzą ludzie, nie przedmioty.

Nasze najważniejsze miejsce, czyli plac budowy, ku naszej wielkiej radości, zmieniło się przez ostatni miesiąc nie do poznania. Ściany, wieniec, ramy okienne i drzwiowe to efekty naszej 3-miesięcznej pracy. Z niecierpliwością oczekuję już więźby dachowej. Każdego dnia, tuż po zakończeniu pracy naszych robotników, kieruję swe kroki na plac budowy, by zobaczyć budynek w świetle zachodzącego słońca. Wyobrażam sobie wtedy, jak będzie on wyglądał za kilka miesięcy. Kiedy nas już tu nie będzie. Kiedy młodzież ubrana w eleganckie niebieskie mundurki, z teczkami w ręku, zmierzać będzie ku brązowym drzwiom, ku kolejnym klasom. Oczami wyobraźni widzę postacie ślicznych dziewcząt siedzących na kolejnych stopniach kondygnacji budynku, rozmawiających wesoło oraz chłopców z książkami pod pachą, śmiejących się i rozrabiających na placu przyszkolnym. Widzę nauczycieli dyskutujących żywo przy długim stole w pokoju nauczycielskim i piramidy książek, które znajdą swoje miejsce w przeznaczonych specjalnie na nie store roomach. Wtedy uśmiecham się do siebie, serce rośnie…

Ostatni miesiąc pełen był wrażeń i zmian. Dołączyły do nas Magda i Kasia, które przeprowadziły szkolenia dla nauczycieli w Kalulu School i w Technical College w Chingoli. Zrobiło się gwarniej i weselej. Tworzyliśmy team. Pomagaliśmy sobie nawzajem, podglądaliśmy swoją pracę. Wspólnie odkrywaliśmy Afrykę, modliliśmy się i wymienialiśmy się wrażeniami. Byliśmy z wizytą u nuncjusza w Lusace, bawiliśmy się na prawdziwym zambijskim weselu, spacerowaliśmy po górach Kapiri Mposhi…Trudno było się pożegnać…

Kiedy odwieźliśmy Magdę na lotnisko, spojrzałam na tablicę odlotów i pomyślałam, że to doprawdy niesamowite – wsiadasz na pokład samolotu, kilkanaście godzin i jesteś już na innym kontynencie, w domu…I dotarło do mnie, że jeszcze nie…Jeszcze nie teraz…Jeszcze mało mi Afryki… :)

Pozdrawiam całą naszą ekipę poznańską!

Z Panem Bogiem Kochani…

Monika Laskowska