OŚMIORNICA? – CZYLI KORESPONDENCJA Z GHANY

Ostatnio docierają do nas same sympatyczne wiadmości z Ghany, gdzie przebywają Ania Łożyńska i Agnieszka Mazur. Na spotkaniu mieliśmy okazję przeczytać piękną kartkę z życzeniami (co ciekawe kartka przyszła do nas materialnie, a nie mailowo, więc odpakowanie koperty z ghańskim znaczkiem stanowiło nie lada gratkę!)

Już nieco bardziej nowoczesną drogą dotarł do nas także list pisany przez Agę. Jeśli ktoś chce się dowiedzieć, co dzieje się w Don Bosco Boys Home w Sunyani – zapraszamy do lektury!!!

Kochani!
Dziś jest dzień mojej ghańskiej matematyki. Osiem miesięcy mija od kiedy z Anku postawiłyśmy swoje pierwsze (lub drugie) kroki w Ghanie. Był wtedy wieczór, a jednak temperatura powietrza potrafiła zachwiać kolanami. W głowie wciąż przebiegały obrazki z okna samolotu: koniec Europy, początek lądu afrykańskiego. Potem jeszcze ocean i ostatni punkt programu – lotnisko w Akrze. Czy to był jednak ostatni? Raczej pierwszy. W tym właśnie miejscu zaczęło się nasze życie w Salezjańskim Domu dla Chłopców Ulicy – Don Bosco Boys Home w Sunyani.
Oszukiwałabym Was i samą siebie, gdybym dziś potrafiła przytoczyć każde z wydarzeń, mających miejsce w ciągu tych miesięcy. Mogę jedynie wymienić kilkaset godzin nauki z trzydziestoma chłopakami, kilkadziesiąt zgubionych w tym czasie długopisów i ołówków, kilka tysięcy elementów ułożonych wspólnie puzzli, obejrzanych filmów. Jeszcze przeczytane w tym czasie książki, których kolorowe stronnice kusiły nawet najmłodszych, by sięgnąć do biblioteki i usiłować zrozumieć choćby jeden akapit bajki, która rozbiegającej się uparcie nie na cztery, a czternaście stron. Nie powinnam zapomnieć również o wieczornych metrach plastra opatrunkowego czy litrów płynów i maści, którymi z Anku obkładałyśmy zbolałe stopy i stłuczone kolana po meczach piłki nożnej. W porze suchej, która chyli się ku końcowi, doszły też mililitry kropli do oczu, kojących wysuszone spojówki. Nie ma też sensu kroić na metry zużytej nici do cerowania mundurków szkolnych czy na ilości wizyt „emergency” złożonych w znajomym już nam zakładzie szewskim.
Niestety, z racji mojej słabości do matematyki, zafunduję jeszcze kilka pozycji do obliczenia. Oto każdego tygodnia w naszych progach witamy przecież gromadkę dwustu dzieci, o wciąż nieznanych mi imionach. Nasze oratorium – choć jedno, mieści w swoich czterech kątach niekończące się możliwości dla naszych miłych gości. Dużą popularnością cieszą się teraz kolorowe klocki, pośród których odkrywam z podziwem przyszłych architektów i inżynierów, a tuż po mojej lewej stronie spoglądam też na nadchodzące gwiazdy futbolu. Z racji, że nie możemy zostawiać artystów samym sobie, nasz kącik plastyczny rośnie z dnia na dzień. W archiwum gromadzimy coraz większą liczbę portretów postaci z bajek, wymarzonych zawodów w przyszłości czy obrazy życia w Ghanie. Na deser zostawiamy miłośników tańca. Wtedy w głośnikach słychać „waka, waka” lub „YMCA”, a widać podskakujące i roześmiane dzieci, ale także i nas – wolontariuszy czy animatorów.
Osiem miesięcy minęło nie za szybko, ani nie za wolno. Wiem, że zależy to od miejsca, z którego patrzy się na ten dystans czasu. Cieszę się, że Pan Bóg w księdze Koheleta umieścił słowa, którymi dziś potrafię wyjaśnić Wam dlaczego jestem tutaj i teraz: każda rzecz ma swój czas i każda sprawa pod niebem ma swoją godzinę (por. Koh 3,1).

Z modlitwą,
Agnieszka Mazur
PS. Dla ciekawskich naszej korespondencji, zapraszamy na dom-ghana.blog.swm.pl